Tak rozpoczęłam przedstawienie samej siebie na jednym z moich blogów, w 2018 roku. Miałam wtedy siedemnaście lat i z mieszanymi uczuciami stwierdzam, że w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło. No, na pewno tyle, że jestem starsza – a z wiekiem jakoś tak naturalnie zwiększyła się moja pewność siebie i trochę lepiej kontroluję własne emocje. Tyle i aż tyle, bo cała reszta zwyczajnie w świecie składa się na mój charakter i nieśpieszno zmieniać mi czy balansować te moje skrajności.
Mogę natomiast dzisiaj, w wieku dwudziestu pięciu lat, powiedzieć śmiało: niebawem kończę drugi stopień studiów, więc wiecie, stoję u progu dorosłego życia – czy jakoś tak. W sensie, takiego trochę bardziej dorosłego niż dorosłego-studenckiego, o. I jakoś nadal nie mogę uwolnić się od swojej dziecięcej obsesji, jaką było, jest i najwidoczniej będzie SasuSaku. No i ogólnie Naruto.
Myślałam, że to już dawno minęło, myślałam, że Sakurę i Sasuke na stałe już zamieniłam na Soneę i Akkarina, ale, ugh, no nie mogę – jakoś tak zbyt kocham tego różowowłosego uparciucha i mhhhrocznego gbura. I chyba nadal kocham pisać, nawet jeśli na to apetyt mam akurat bardzo zmienny.
Co się jeszcze (nie) zmieniło? Na pewno nadal lubię sobie coś tam gdzieś tam nabazgrolić. Wciąż słucham wszystkiego, co wpadnie mi w ucho i nadal trochę czytam (ale nadal tylko trochę, polonistyka zabija w człowieku miłość do literatury wszelakiej) – głównie w przerwach od Wieśka lub simsów. A poza tym odkrywam w tym swoim dorosłym-już-prawie-nie-studenckim życiu nowe rzeczy – wiecie, kryzys ćwierćwiecza, więc wpadło jakieś bieganie.
A już na pewno NIE zmieniło się to, że nadal nie umiem i nie lubię o sobie opowiadać, a już tym bardziej nie wiem, jak kończyć. No.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz